Życie po „pracowniczej śmierci”, czyli co zrobić po stracie pracy lub siebie samego | Coaching Blog
Zadzwoń: +48 608 687 648 - E-mail: kontakt(@)upcoaching.pl

Życie po „pracowniczej śmierci”, czyli co zrobić po stracie pracy lub siebie samego.

Życie po „pracowniczej śmierci”, czyli co zrobić po stracie pracy lub siebie samego.

Czas podsumowań

Jestem kobietą.
Tak. Już to zdanie w waszych głowach uruchamia wiele myśli. Dobrych. Złych. Różnych. Jestem kobietą. Zanim się nią stałam słyszałam od wielu ludzi: „Ucz się”, „Rób wszystko, żeby zdobyć pracę”, „Szanuj pracę”, „Jeśli się nie będziesz uczyć, do niczego nie dojdziesz”.

Jestem też pracownikiem.
Gdy kończyłam świadomie współpracę ze swoim pierwszym pracodawcą usłyszałam od otaczających mnie ludzi: „Dlaczego to robisz? Ta praca może nie jest najlepsza, ale urodzisz dziecko, będziesz miała spokój”, „Szanuj pracę”, „Będziesz tego żałować”, „To dobry pracodawca, płaci na czas”, „Przemęczysz się, ale potem z tego skorzystasz”. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że nie jestem pracownikiem, jestem pracownicą (albo pracowniczką – jak kto woli). Że moja płeć niestety ma znaczenie. Piszę niestety, bo wcześniej tak o sobie nie myślałam. To uruchomiło we mnie wiele uczuć. Od zrozumienia, że ludzie wokół mnie nie muszą czuć kim ja jestem i nie znają moich potrzeb, po złość, że jakiś taki strach wszedł do ich świata, a ja ich nie chce słuchać.

Odeszłam.
Wtedy wiedziałam czego chcę i na pewno nie była to ciąża, bycie mamą, stabilizacja. Chciałam czegoś innego. Chciałam pracy, która da mi rozwój, wiedzę, kompetencje i siłę. I to znalazłam.

Do dziś jestem wdzięczna za to, co mi się udało i za szansę. Bo czasami szansa jest jak uzdrowienie. Budzi do życia. Od tamtej chwili uwielbiam szukać ludzi, którym potrzebna jest szansa. A jeszcze bardziej, którym potrzebne jest uwierzyć w nich. To taka pracownicza reanimacja. Wdech, wydech, wdech… dostajesz powietrza i znowu chce ci się żyć.

Ten post powstał dlatego, aby ludzie zaczęli patrzeć i dostrzegać. A jak już zobaczą… żeby dali drugiej osobie trochę wiary.

Co warto dostrzec?

  1. Że ludzie mogą więcej niż ich udokumentowana wiedza i kompetencje. Że jeśli ktoś nie ma doświadczenia, to nie znaczy, że nie nabędzie go tak szybko, że nawet nie zauważysz, że go nie miał. I że zaangażowanie może dać dużo więcej wartości niż wiedza i kompetencje osoby, której się zwyczajnie nie chce pracować.
  2. Że ludzie nie są cv. Że to zbiory emocji, doświadczeń życiowych i zawodowych, porażek, osobistych walk, poniesionych porażek, myśli, wdrożonych schematów, nawyków, złudzeń, nadziei, wmówionych przez innych poglądów, własnych przekonań i marzeń. Trzeba bardzo szeroko patrzeć, żeby ujrzeć całość.
  3. Że ludzkie relacje tworzą przestrzeń, w której pierwsze doświadczenia przodują nad tym, co nie jest znane. Dlatego wszystko przykładamy do tych poprzednich doświadczeń jak do kalki. Czy takie kalkowanie jest dobre? Ono buduje lub rujnuje nasze zaufanie. Piszę o tym, ponieważ bywam między pracodawcą a pracownikiem. Ich relacje bywają dobre lub złe. Ale przede wszystkim skomplikowane. Tak jak ich wzajemne doświadczenia w kontaktach ze sobą.
  4. Że praca i stanowisko nie definiuje ciebie jako człowieka. I że nawet jak je stracisz, nie umierasz jako człowiek. Kończysz tylko pewien rozdział. A zaczynasz nowy.
  5. Że firma to firma. Pracodawca to pracodawca. Ty to ty. Warto się angażować, ale trzeba ustalić własne limity, granice. Kiedy wyczerpujesz siebie jako zasób nie zyskasz ani ty, ani twój pracodawca.
  6. Że zwolnienie to nie koniec świata. To może być początek, tylko daj się zrekrutować. Daj się znaleźć. Zaufaj osobom, które mogą ci w tym pomóc.

Banalne? Może i banalne, ale podczas swoich tysięcy godzin spędzonych z moimi klientami dosyć się napatrzyłam.

Napatrzyłam się na „pracownicze śmierci”. Dlaczego tak mocnego słowa używam? Żeby uświadomić, jak trudny jest to stan. Bo przede mną siedziały osoby odcięte od życia. Od swoich wartości. Od swojego potencjału.

Czym jest „pracownicza śmierć”?

To stan, w którym człowiek czuje się bezwartościowy, sfrustrowany, pozbawiony sensu i wiary w to, że jeszcze się uda. Że znajdzie to czego szuka.

Przez lata zbierałam te wszystkie przypadki. Obserwowałam je.
Poniżej opowiem Wam o nich. Dla tych, którzy lubią badania –> to nie są badania, to jest moje doświadczenie. Każdy może mieć inne, nie pisze tu jako badacz, tylko jako osoba setki godzin spędzająca z pracownikami, z ludźmi. Osoba obserwująca dramaty. Dramaty, których by nie było gdyby…Ale o tym na końcu.

„Śmierć pracownicza przez zapomnienie”

Pracodawca cię zwalnia. Zapomniane są twoje sukcesy. Nie ma cię w zestawieniach. Telefony przestają dzwonić, bo jeszcze przed chwilą byłeś cudzą marką, a dziś jesteś tylko sobą. Ktoś wchodzi na twoje miejsce i kontynuuje twoje dzieło, twoje projekty. Ale ciebie już tam nie ma. Nikt o tobie nie mówi. Albo mówi, ale źle: „Jak on to zrobił!”, „Nie potrafił tego zrobić.”. Nikt nie docenia. Nikt nie opłakuje. Jesteś sam. Kilka osób zadzwoni, powie „To niemożliwe! Jak oni mogli”. Niektórzy się ucieszą „Nareszcie nie będzie się tak nosił!”. Rodzina powie: „Nie to nie, jeszcze pożałują, że cię zwolnili”. Nikt nie będzie żałował. Czeka cię „pracownicza śmierć”. Przez zapomnienie. Straszne? I co teraz?

Zadaj sobie pytanie: Jak to się stało, że ten moment nadszedł? Jak zabezpieczyć się na przyszłość? Jak zbudować własną markę? Jak nie być skazanym na markę pracodawcy? Jak zbudować swój własny sukces? Gotowy? Narzędzie masz pod ręką. Nie? Tak? Daj się zapamiętać. Ty jako ty.

„Śmierć przez zaniechanie”

Pracownik przestaje lubić to, co robi. Przestaje chcieć. Chodzi każdego dnia do pracy. Robi na minimum. Albo tyle, żeby nikt nie zauważył, że mu się nie chce, że nie ma serca. Inni widzą. Denerwuje ich to, ale przecież nie są kapusiami. Zresztą on robi, co do niego należy. Mijają lata. Nic się nie zmienia. Nic? Oprócz świata. Wszystko zasuwa jak szalone oprócz ciebie. Ty tkwisz. Śmierć przez „bo to wszystko wina mojego szefa/pracodawcy – to on we mnie nie inwestował, nie rozwijał”. Śmierć przez niespróbowanie. Śmierć przez niewychylanie się. Śmierć przez godzenie się na los. Śmierć przez brak odwagi. Śmierć przez siedzenie cicho. Śmierć przez brak rozwoju. Śmierć za życia. Bez wyboru. Bez uwierzenia w siebie. Bez wiary, że można. Jesteś, ale cię już nie ma. Zagrzebałeś swoje marzenia, ideały, wartości, chęci. Zagrzebałeś siebie po pachy. Z ciebie zostało nic. Bo nie można cię poznać. Bo kim ty jesteś? Gdzie jest ten wartościowy człowiek, którym byłeś? Kim jest ten zgryźliwy, wiecznie narzekający ktoś? Puk puk! Kim ty jesteś?

W erze tysięcy szkoleń – ty nic. W erze ocen kompetencji – twój pracodawca nic. A kto jest odpowiedzialny za twoje życie? Za twój rozwój? Ty czy pracodawca? Kto decyduje o twoim życiu? Ty czy pracodawca? Komu możesz zarzucić bierność? Sobie czy pracodawcy? Oj jak łatwo wtedy się mówi: „to wina pracodawcy, nie dał żadnego szkolenia”. Za łatwo. Dziś jeśli się chce -> naprawdę można. W co inwestujesz swoje pieniądze? W nowy telewizor, samochód, pralkę. A kiedy zainwestowałeś je w siebie? Jeśli nikt ci tego jeszcze nie powiedział, to ja ci powiem: Ty to jedyna słuszna inwestycja. To co zaczynasz? Jeśli nie, czytaj dalej.

„Śmierć przez instynkt macierzyński”

Pracownik zachodzi w ciążę. O przepraszam. Pracownica zachodzi w ciążę. Niepożądaną (ale jestem okropna!) przez zespół, kolegów, pracodawcę. Uwalnia się na chwilę. Jest w siódmym kobiecym niebie. Cieszy się dzieckiem, byciem mamą, nowym życiem. I bach. Z ostatnim dniem urlopu macierzyńskiego pojawia się on. Strach. Przed tym co dalej. Czy zostać, nie zostać, oddać do żłobka, przedszkola, czy mnie tam nadal chcą, czy jestem potrzebna, czy ja ich chcę. Czy jestem nadal pracownikiem, czy tylko pracownicą. Kim jestem? Kończy mi się umowa. Czy będą na mnie patrzeć jak dawniej, czy jak na kogoś komu choruje dziecko? Jak ja to wszystko ogarnę? Jak? I dzwonię, i idę, i nie ma mnie. Nie chcą mnie. Nie ma dokąd wracać. I rozmowa o pracę. I kolejna. I zero efektu. Bo dziecko. Bo małe. I nikt mi tego nie powiedział, ale wiem. Jak tylko wspominam dziecko wszystkim uśmiechy znikają z twarzy. I kim ja jestem?
A z drugiej strony siedzi pracodawca. Miał cele do osiągnięcia, wybrał ekspertkę. Rekrutacja trwała 3 miesiące. Wreszcie jest i ona. Taka idealna. Wszyscy na nią czekają. Onboarding uszyty na miarę. Duże nadzieje. Dwa dni po podpisaniu umowy na czas nieokreślony przyniosła zaświadczenie, że jest w ciąży. Szok! Co teraz? Co teraz? Od nowa rekrutacja. Od nowa 3 miesiące szukania. Cele w plecy. I teraz siedzi na rekrutacji i ma przed sobą 2 ostatnie osoby: on i ona. Bardzo kompetentni. I co teraz? Ryzyk fizyk? Czy może…Tak się stało, że tą która odpadła z tej rekrutacji jesteś ty. Co czujesz? Niesprawiedliwość? A co czuła ta druga strona? Instynkt przetrwania? Uczenie się na błędach? Ty być tak nie zrobiła. Ten pracodawca miał takie doświadczenia. Kiedy zaufasz, a ktoś cię zawiedzie, trudno odbudować to, co było. Są też pracodawcy zwyczajnie źli. Nie zatrudniają kobiet, bo nie. Bo kobieta to problem. Czy chcesz pracować dla takich pracodawców? Możesz, jeśli masz w naturze zmienianie świata. Jednak dużo lepiej jest szukać tych, którzy zasadę niedyskryminacji mają w krwiobiegu, którzy szanują ludzi. I co teraz? Wiesz? Jeśli nie, czytaj dalej.

„Śmierć przez chorą dumę”

Pracownik zajmował stanowisko kierownicze, zwolnili go. Szuka pracy od miesięcy. Oszczędności się kończą. Rodzina w stresie. A on? Nie ma kompetencji, bo jego stanowisko było tylko formalne. Nie szło za nim nic. Ale on nadal trwa przy swoim. Szuka. Nic się tak nie liczy jak ta nazwa. W tej nazwie zmieścił wszystko – swoją siłę, energię, zaangażowanie, chęci. Teraz nie pozostało z tego nic. Tylko duma. Bo ja byłem dyrektorem, managerem, kierownikiem, specjalistą. Zabrano mi to. Kim więc teraz jestem?

Duma i ego czasami konfrontują się mocno z życiem. A życie może im dać nieźle popalić. Tobie również. Stanowisko nie definiuje nas jako ludzi. Dyrektorem się bywa, kompetencje się ma. Gdziekolwiek będziesz, gdziekolwiek się pojawisz. Zamiast tracić czas na szukanie stanowisk, znajdź swoje miejsce, zadbaj o swój rozwój, daj się zauważyć, weź udział w jakimś projekcie społecznym i pokaż swoją wartość. To co myślimy o sobie warto czasami włożyć do kieszeni i zacząć myśleć o tym, kim naprawdę jestem. Potrafisz? Jeśli nie, czytaj dalej.

„Śmierć przez poświęcenie”

Trochę taka męczeńska. Męczennik zawodowy. Wie, że ciężko, wie, że nie dla niego, wie, że za duży koszt, ale nadal walczy. Do ostatniej kropli krwi. Siedzi w nadgodzinach. Lojalnie. Kosztem rodziny. Kosztem siebie. Aż pewnego dnia… Ktoś mu mówi, że coś z nim nie tak, że nie taki był na początku, że nie spełnia oczekiwań, że to nie wyjdzie, że potrzebują innego z energią. A on… Spalony. Wypalony. Bez tej iskry w oku. Taki zombi. Odchodzi z kartonikiem osobistych rzeczy. Jest czy go nie ma? Nie ma. Coś się zakończyło. A otwiera się pudełko zemsty. Pudełko z niewypłaconymi nadgodzinami, z mailami pisanymi po nocach. Pudełko niedocenienia. Pudełko „Ja wam pokażę”. Pudełko „Zapłacicie mi za to”. Tak bardzo chcesz doczekać tego momentu u swojego pracodawcy? Gdy pozostanie po tobie pudełko pełne złych emocji? Po co? Jak bardzo nie wierzysz w siebie, aby wierzyć, że nie będzie ci lepiej w innym miejscu? Jak bardzo chcesz w tym tkwić? Jak bardzo sam dla siebie jesteś nikim? Pomyśl, a jeśli to nie ciebie dotyczy, to może… Znasz kogoś komu potrzebna jest energia do zmiany. Prześlij mu ten post. Rusz go.

Śmierć przez koronawirusa

Wszystko szło super, ale… Pojawił się wirus. Zniszczył wszystko. Zwolniono go mailem. Bez słowa. Taki mamy klimat. Kogoś musieliśmy wybrać. Padło na ciebie. Gdyby nie wirus dalej być pracował.
Głowa pełna myśli. Wszyscy zwalniają. Gdzie ja teraz znajdę pracę? Co ze mną będzie? Czy się utrzymam? Może tak, może nie? I co teraz?
A teraz zacznij działać. A teraz w innych branżach jest miejsce. A teraz czas szukać. Czas głośno mówić, że jesteś. Że się nie dasz. Ale to też czas, żeby się zastanowić. W jakiej branży pracujesz? Czy masz stanowisko z serii „jesteś zawsze potrzebny”, czy z serii „jak nie ma pieniędzy, to cię nie potrzebujemy”. Ludzie zajmujący się ludźmi niestety należą do tej drugiej serii. Tak zwane działy pomocnicze. Nigdy nie najważniejsze. Kogo by się tu pozbyć w kryzysie? Hmm…Zastanów się nad tym kim jesteś. Jaka jest twoja rola w organizacji? Jaka pozycja? Jeśli żadna, mała lub chociaż średnia…to…Czy masz drugą zawodową nogę, która da ci bezpieczeństwo? Czy umiesz coś, co jest przydatne w kryzysie? Czy dobrze zarządziłeś ryzykiem swojego życia zawodowego? Jeśli nie…Co możesz zmienić, aby poczuć się bezpiecznie. Co zrobić, aby nie drżeć przed wirusem, reorganizacjami, zmianami? Wymyśl i zacznij to robić. A jeśli nie umiesz, czytaj dalej…

W tym miejscu się zatrzymam. Jeśli macie jeszcze inne doświadczenia, podzielcie się nimi w komentarzach.

Kiedy ludzi może dotknąć „pracownicza śmierć”:

1) Zwolnienie przez firmę:

  • Nagłe, niespodziewane
  • Można się było tego spodziewać (nie zrealizowałem projektu, złamałem regulamin, utraciłem uprawnienia)
  • Spodziewano-niespodziewane – zwolnienie, ale może to nie będę ja
  • Po latach

2) Sam się zwolniłem

  • Żałuję
  • Tęsknię
  • Zazdroszczę

3) Ciągle pracuję, ale już dawno chodzę do tej firmy tylko dlatego, że…

  • nie mam nic lepszego
  • nie wierzę, że mam wybór
  • nie wierzę, że mogę
  • nie wiem, że mogę
  • boję się
  • nie znam innego świata
  • wiecznie myślę, ale nic nie robię
  • wiecznie myślę i robię nieskutecznie
  • jeszcze walczę, jestem siłaczem

4) Chciałbym pracować, ale:

  • sfrustrowały mnie wieczne poszukiwania
  • nie wiem jak to zrobić, aby ktoś mnie zauważył, więc nic nie robię
  • nie mam kompetencji i nie stać mnie na poświęcenie
  • nie wiem czego powinienem się nauczyć
  • miałam przerwę w pracy (urlopy rodzicielskie, wyjazd, choroba) i nie udaje mi się wrócić

A Ciebie, która sytuacja dotyczy? Rozpoznajesz gdzieś twoją frustrację?

Jak sobie pomóc? Jak sobie poradzić w tych sytuacjach?

    1. Nie zostawaj sam ze sobą. Znajdź wsparcie.
    2. Przeżyj swoją żałobę za tym, co utraciłeś. Nazwij to. Jeśli to za trudne skorzystaj z pomocy ludzi, którzy się na tym znają. Psycholog, terapeuta mogą wyposażyć cię w narzędzia, dzięki którym zbudujesz swoją odporność psychiczną i odnajdziesz siłę.
    3. Uszanuj tę część życia, która za tobą. Czerp z niej i wyciągnij wnioski na przyszłość. Wszystko jest po coś. Znajdź swoje po co.
    4. Zrób audyt tego co masz – bez ściemy, bez naciągania, bez upiększania: Co wiem, jakie mam kompetencje, w czym dobrze się czujesz, w czym źle, co z dotychczasowego życia chciałbyś mieć dalej, czego nienawidzisz, co chcesz mieć inaczej.
    5. Powiedz innym, że szukasz pracy. Stwórz swoją własną sieć ludzi, którzy polecą ciebie jako kandydata. U wielu pracodawców trwają akcje „Poleć pracownika” – możecie zyskać razem.
    6. Zaloguj się do pracuj.pl, praca.pl i innych portalów z pracą.
    7. Stwórz profil na Linkedin i zaproś osoby z branży oraz z HR z twojego regionu.
    8. Skorzystaj z usługi coacha kariery lub doradcy zawodowego. Brak pieniędzy – to nie problem! Wielu ludzi z tej branży pomaga za darmo, albo płacisz z pierwszej wypłaty po znalezieniu nowego miejsca pracy. Przez okres koronawirusa dziesiątki HRowców, czy firm konsultingowych pomagało za darmo ludziom. Również ja. Jeśli potrzebujesz pomocy: kontakt@upcoaching.pl.
    9. Przejrzyj swoje kontakty na FB i w mediach społecznościowych. Znajdź osoby zajmujące się HR. Poproś o wsparcie. Porządny HRowiec nie odmówi.
    10. Skontaktuj się z HRPogotowie (stworzone przez Pana Artura Dzięgielewskiego), które funkcjonuje na LinkedIn z sukcesami. Zwiększysz zasięg swojego poszukiwania i dasz możliwość pracodawcom znalezienia ciebie wśród tysięcy innych osób.
    11. Wykorzystaj czas bez pracy na zebranie sił, regenerację organizmu, wyciszenie głowy.
    12. Gdy dojdziesz do siebie, rozwiń kompetencje. Czas poszukiwania pracy może być twoim najlepszym czasem rozwoju. Możesz skoncentrować się na sobie. Wzmocnić to, co masz.
    13. Strać jeden dzień na zamartwianie (jeśli musisz płacz, krzycz, denerwuj się), a potem weź kartkę i napisz na niej wszystko, co przyjdzie ci na myśl. Co chciałbyś zrobić. Zrób z tego swój bucket list i zacznij realizować.
    14. Działaj. Działaj. Działaj.

I teraz najważniejsze. Piszę do Ciebie. Bo wierzę, że jak zaczniesz działać, to znajdziesz to, czego szukasz. I ten post może ci otworzyć głowę, poszerzyć perspektywę, dać nadzieję.
Piszę też do ciebie. Tak, do Ciebie – HRowcu/Rekruterze. Ty jesteś siłą. Masz kontakty. Masz moc. Umiesz przygotować do rozmowy. Umiesz pomóc napisać cv. Umiesz wesprzeć. Nie ignoruj. Nie zostawiaj. Nawet jeśli w twojej firmie nie ma offboardingu, nie ma outplacementu.

Ty jesteś.

Pomóż. Porozmawiaj. Roześlij wieści. Zrób małą rzecz. Wysłuchaj. Uwierz i bądź szansą dla ludzi.
Żeby nie było bezsensownych śmierci za życia.


Jeśli spodobał Ci się ten post, zostaw po sobie ślad: skomentuj lub udostępnij.

A jeśli chcesz wziąć wraz ze mną udział w nowym projekcie Społeczna Odpowiedzialność HR -> napisz. Szukam ludzi z poczuciem sensu. kontakt@upcoaching.pl lub TUTAJ.

Zrób pierwszy krok i umów się na rozmowę! To nic nie kosztuje. Zainwestuj w siebie.

Akredytowany Coach ACC ICF, trener biznesu i rozwoju osobistego, ekspert HR.

1 komentarz

  1. Kamila 2 dni temu

    Super, opis. Właśnie to jest najważniejsze – budowanie własnej marki. Niezależnie czy jesteś na etacie czy na działalności i ciągła inwestycja w siebie.
    Ja nie mam frustracji… :)
    Odeszłam od pracodawcy, który dawał mi energie, rozwój. Jednak toksyczni ludzie w pewnym momencie zaczeli mi zabierać moja energie i to ja odeszłam. Pracodawca poczuł się odrzucony a ja silniejsza.
    Jednak cały czas budowałam siebie i dalej to robię niezależnie na jakim gruncie.
    Pozdrawiam Natalia :) i czekam na kolejne artykuły.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Facebook